Witajcie znów.
Założyłem bloga od razu, kiedy zorientowałem się, że tyle tekstu na stronie głównej nie wygląda zbyt okazale. Tutaj się wypiszę i wszyscy będą zadowoleni.
Co do planów wakacyjnych, plana rzecz jest nietęga. . . Otóż pewnego dnia zrobiliśmy ze znanym w kręgach filozoficzno-teatralnych Sebastianem S. [jeszcze nie wiem czy nazwisko mogę podać, nie?] 10minutową suitę opowiadającą epizod z życia Leszka Kołakowskiego, o którym on sam usilnie chciałby zapomnieć. Nie to, że Pana Leszka nie lubimy, ale jakoś tak temat szybko podszedł, a i rymy częstochowskie narzuciły się w ilości mnogiej. Suita zawierała motywy progresywne, obecne w naszym nowym numerze zwanym wciąż roboczo "Walking", ale takze motywy czysto wieśniackie, radosno-biesiadne [gdzieś nawet mamy to nagrane, ale niestety w kiepskiej jakości - jeszcze wtedy nie mieliśmy obcykanego laptopisa]. Dużo zabawy z tym było, miała powstać jeszcze część środkowa w hołdzie dla Franka Zappy, instrumental przypominający fragmenty suity o Nanook'u [don't eat the yellow snow, te sprawy]. Zapału jednak nie starczyło i projekt rozszedł się po kościach... W wakacje wracamy do podobnej imprezy, z tym że najprawdopodobniej w wymiarze bardziej musicalowo-teatralnym, a nie stricte muzycznym. Sebastian zaprawiony już w bojach z Teatrem Akademii Medycznej, wie o co biega, wtyki ma, więc nawet będzie gdzie całość przedstawić. Muzycznie planujemy, mówiąc gastronomicznie, koktajl nastrojów, ale najbardziej chciałbym abyśmy się do wspomnianego wujka Zappy zbliżyli. I w tę [tą?] stronę będziemy kombinować. Mamy co robić w kanikuły. No, to chyba tyle przed koncertami...póki co ;]
Piotr
piątek, 6 czerwca 2008
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz