niedziela, 22 czerwca 2008

po jungli...

a więc pierwszy koncert zaliczony, z dwóch przedwakacyjnych. Było dziwacznie, osobiście nie poczułem do końca klimatu miejsca, mało tego, boję się, że ten zanika. Samo granie zaś, hmm..no cóz. momenty były, zarówno zaskakujące ( zupełnie nowa wersja floyd'ów ), energetyczne ( czepnęliśmy się parę razy 7/8, robert naparzał w bębny, slapstik jak zwykle dodał mnie siły, walking także - szkoda że na rozgrzewkę ), niepokojące ( miles davis : ) itd itp. Dwie struny poszły w cholerę, master of puppets zagrany na pięciu [ piter se kolano rozwalił podczas pogo ]. Sporo faktów, acz niewiele konkretów. Wrzucę któregoś dnia zdjęcia z serii 'reporter przy tym [ a raczej przed tym i po tym ] był'. Niemniej powiem tak - bas pawła daje mocy, parę razy było naprawdę potężnie.
Nowy kawałek z wokalem wypadł średniawo, nie było Closera, na którą liczna część nielicznej publiki, czekała. Będzie w pretekście, tylko czy aby nie za późno ? Z nowych koncertowo miał być jeszcze Devuk, ale nic z tego w końcu nie wyszło ;) niemniej, wiem że w Warszawie będzie porządniej jednak.
Reasumując - 3+/4- :)
piotrek

Brak komentarzy: