tak jest, przywracamy do koncertowej egzystencji blusmejkersów. A więc będą eleganckie recitale bluesowo-jazzowe [to ostatnie akurat to nowość w blusmejkersach]. Govt Mule, Allmani, Floydzi, generalnie standardy wykonywane przez Strange Brew teraz jeszcze bardziej sie rozimprowizują, ale wszystko wyjdzie w praniu. Napewno będzie też trochę starego repertuaru, ale chętnie i ciut nowości wprowadzimy.
pierwszy koncert w Razzmatazz na Marszałkowskiej 16ego lipca, punkt 19 !!!!
poniedziałek, 30 czerwca 2008
niedziela, 22 czerwca 2008
po jungli...
a więc pierwszy koncert zaliczony, z dwóch przedwakacyjnych. Było dziwacznie, osobiście nie poczułem do końca klimatu miejsca, mało tego, boję się, że ten zanika. Samo granie zaś, hmm..no cóz. momenty były, zarówno zaskakujące ( zupełnie nowa wersja floyd'ów ), energetyczne ( czepnęliśmy się parę razy 7/8, robert naparzał w bębny, slapstik jak zwykle dodał mnie siły, walking także - szkoda że na rozgrzewkę ), niepokojące ( miles davis : ) itd itp. Dwie struny poszły w cholerę, master of puppets zagrany na pięciu [ piter se kolano rozwalił podczas pogo ]. Sporo faktów, acz niewiele konkretów. Wrzucę któregoś dnia zdjęcia z serii 'reporter przy tym [ a raczej przed tym i po tym ] był'. Niemniej powiem tak - bas pawła daje mocy, parę razy było naprawdę potężnie.
Nowy kawałek z wokalem wypadł średniawo, nie było Closera, na którą liczna część nielicznej publiki, czekała. Będzie w pretekście, tylko czy aby nie za późno ? Z nowych koncertowo miał być jeszcze Devuk, ale nic z tego w końcu nie wyszło ;) niemniej, wiem że w Warszawie będzie porządniej jednak.
Reasumując - 3+/4- :)
piotrek
Nowy kawałek z wokalem wypadł średniawo, nie było Closera, na którą liczna część nielicznej publiki, czekała. Będzie w pretekście, tylko czy aby nie za późno ? Z nowych koncertowo miał być jeszcze Devuk, ale nic z tego w końcu nie wyszło ;) niemniej, wiem że w Warszawie będzie porządniej jednak.
Reasumując - 3+/4- :)
piotrek
niedziela, 15 czerwca 2008
marlene
Nie wszyscy wiedzą (bo nie muszą :) ) ... ale jakiś czas temu przygotowaliśmy bardzo osobisty materiał pod koncept album - Marlene. Nie będziemy zgłębiać tajemnicy nazwy albumu... to co jest wiadome -> materiał składa się z 6 części. Chcieliśmy zrobić coś bardzo nastrojowego, melodyjnego... coś przy czym można spokojnie usiąść i się wyciszyć, pomyśleć. Całość od pierwszych minut sukcesywnie narasta aż do ostatniej minuty(VI części).
Projekt okładki przygotowała Djar (tak tak, ta sama osoba co przygotowała okładkę do suity SłoneWody: Droga PoKrzywdzonych)
Marlene VI [coda]
Marlene na YouTube
Projekt okładki przygotowała Djar (tak tak, ta sama osoba co przygotowała okładkę do suity SłoneWody: Droga PoKrzywdzonych)
Marlene VI [coda]
Marlene na YouTube
środa, 11 czerwca 2008
wtorek, 10 czerwca 2008
przed koncertami V
coraz ładniej. Próba była bardzo owocna, trzy utwory ogarnelim. Walking już na 90%, w końcu też wzieliśmy się za Devuka, który live brzmi jeszcze bardziej mhrocznie ;] no i powstał jeden, singlowy numer, który miał z założenia trwać ze 3 minuty, no ale trudno się mówi.. bowiem trwa ponad sześć. Niemniej kawałek typowy pod wokal, muzycznie to takie połączenie Opeth z Porcupine Tree i Pain of salvation, więc się postaram o jakieś ładne i miłe dla ucha melodie.
Tak swoją drogą, może ktoś ma pożyczyć nagłośnienie do jungli na 21ego ? ;)
będzie ładnie...ja bym chętnie demo nagrywał czym prędzej. Kawałki nabierają rozpędu, są bardziej taneczno-dynamiczne, co teraz akurat jest moim celem w każdej kapeli. Mam nadzieję, ze wakacje przyniosą trochę dobrego.
Ps. wysłałem do Pata Mastelotto wiadomość, czy by nas na support nie wziął dla Stickmena ;) się okaże, trzymajta kciuki, jesli mata czas ;]
Piotrek
Tak swoją drogą, może ktoś ma pożyczyć nagłośnienie do jungli na 21ego ? ;)
będzie ładnie...ja bym chętnie demo nagrywał czym prędzej. Kawałki nabierają rozpędu, są bardziej taneczno-dynamiczne, co teraz akurat jest moim celem w każdej kapeli. Mam nadzieję, ze wakacje przyniosą trochę dobrego.
Ps. wysłałem do Pata Mastelotto wiadomość, czy by nas na support nie wziął dla Stickmena ;) się okaże, trzymajta kciuki, jesli mata czas ;]
Piotrek
sobota, 7 czerwca 2008
przed koncertami IV
Dobry.
Otóz, moi drodzy, powstaje następny utwór. Wszystkie te nowości pokroju StrangeWater utrzymane są w tym charakterystycznym opeth'owym nieco. Czekają jedynie na wokal. O to najtrudniej. Roboczo nazwaliśmy go 'garden', ale nie ma nic wspólnego z industrialno fantomasowymi 'Inner garden'ami' [również roboczo tak nazwanymi], które kiedyś nagrałem [a które znalazły swoje miejsce w Dzienniku na sb.pl]. Wodnisto-bagnisty klimat...
Na koniec [bo dziś na szybko, wesele mam] dodam, że są wieści i smutne i wesołe. Pamiętajcie jednak, że nawet te niewesołe się naprawi i będzie ładnie. Szykujcie się na Mastelotto i Levina w Październiku!
ps. A, i jak ktoś potrzebuje się podszkolić na gitarze, to zapraszam do siebie -dla znajomych atrakcyjne zniżki :D
Piotr
Otóz, moi drodzy, powstaje następny utwór. Wszystkie te nowości pokroju StrangeWater utrzymane są w tym charakterystycznym opeth'owym nieco. Czekają jedynie na wokal. O to najtrudniej. Roboczo nazwaliśmy go 'garden', ale nie ma nic wspólnego z industrialno fantomasowymi 'Inner garden'ami' [również roboczo tak nazwanymi], które kiedyś nagrałem [a które znalazły swoje miejsce w Dzienniku na sb.pl]. Wodnisto-bagnisty klimat...
Na koniec [bo dziś na szybko, wesele mam] dodam, że są wieści i smutne i wesołe. Pamiętajcie jednak, że nawet te niewesołe się naprawi i będzie ładnie. Szykujcie się na Mastelotto i Levina w Październiku!
ps. A, i jak ktoś potrzebuje się podszkolić na gitarze, to zapraszam do siebie -dla znajomych atrakcyjne zniżki :D
Piotr
piątek, 6 czerwca 2008
przed koncertami III
Witajcie znów.
Założyłem bloga od razu, kiedy zorientowałem się, że tyle tekstu na stronie głównej nie wygląda zbyt okazale. Tutaj się wypiszę i wszyscy będą zadowoleni.
Co do planów wakacyjnych, plana rzecz jest nietęga. . . Otóż pewnego dnia zrobiliśmy ze znanym w kręgach filozoficzno-teatralnych Sebastianem S. [jeszcze nie wiem czy nazwisko mogę podać, nie?] 10minutową suitę opowiadającą epizod z życia Leszka Kołakowskiego, o którym on sam usilnie chciałby zapomnieć. Nie to, że Pana Leszka nie lubimy, ale jakoś tak temat szybko podszedł, a i rymy częstochowskie narzuciły się w ilości mnogiej. Suita zawierała motywy progresywne, obecne w naszym nowym numerze zwanym wciąż roboczo "Walking", ale takze motywy czysto wieśniackie, radosno-biesiadne [gdzieś nawet mamy to nagrane, ale niestety w kiepskiej jakości - jeszcze wtedy nie mieliśmy obcykanego laptopisa]. Dużo zabawy z tym było, miała powstać jeszcze część środkowa w hołdzie dla Franka Zappy, instrumental przypominający fragmenty suity o Nanook'u [don't eat the yellow snow, te sprawy]. Zapału jednak nie starczyło i projekt rozszedł się po kościach... W wakacje wracamy do podobnej imprezy, z tym że najprawdopodobniej w wymiarze bardziej musicalowo-teatralnym, a nie stricte muzycznym. Sebastian zaprawiony już w bojach z Teatrem Akademii Medycznej, wie o co biega, wtyki ma, więc nawet będzie gdzie całość przedstawić. Muzycznie planujemy, mówiąc gastronomicznie, koktajl nastrojów, ale najbardziej chciałbym abyśmy się do wspomnianego wujka Zappy zbliżyli. I w tę [tą?] stronę będziemy kombinować. Mamy co robić w kanikuły. No, to chyba tyle przed koncertami...póki co ;]
Piotr
Założyłem bloga od razu, kiedy zorientowałem się, że tyle tekstu na stronie głównej nie wygląda zbyt okazale. Tutaj się wypiszę i wszyscy będą zadowoleni.
Co do planów wakacyjnych, plana rzecz jest nietęga. . . Otóż pewnego dnia zrobiliśmy ze znanym w kręgach filozoficzno-teatralnych Sebastianem S. [jeszcze nie wiem czy nazwisko mogę podać, nie?] 10minutową suitę opowiadającą epizod z życia Leszka Kołakowskiego, o którym on sam usilnie chciałby zapomnieć. Nie to, że Pana Leszka nie lubimy, ale jakoś tak temat szybko podszedł, a i rymy częstochowskie narzuciły się w ilości mnogiej. Suita zawierała motywy progresywne, obecne w naszym nowym numerze zwanym wciąż roboczo "Walking", ale takze motywy czysto wieśniackie, radosno-biesiadne [gdzieś nawet mamy to nagrane, ale niestety w kiepskiej jakości - jeszcze wtedy nie mieliśmy obcykanego laptopisa]. Dużo zabawy z tym było, miała powstać jeszcze część środkowa w hołdzie dla Franka Zappy, instrumental przypominający fragmenty suity o Nanook'u [don't eat the yellow snow, te sprawy]. Zapału jednak nie starczyło i projekt rozszedł się po kościach... W wakacje wracamy do podobnej imprezy, z tym że najprawdopodobniej w wymiarze bardziej musicalowo-teatralnym, a nie stricte muzycznym. Sebastian zaprawiony już w bojach z Teatrem Akademii Medycznej, wie o co biega, wtyki ma, więc nawet będzie gdzie całość przedstawić. Muzycznie planujemy, mówiąc gastronomicznie, koktajl nastrojów, ale najbardziej chciałbym abyśmy się do wspomnianego wujka Zappy zbliżyli. I w tę [tą?] stronę będziemy kombinować. Mamy co robić w kanikuły. No, to chyba tyle przed koncertami...póki co ;]
Piotr
Subskrybuj:
Posty (Atom)

